O autorze
Dr Kamil Kulesza kieruje Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów, działającym w ramach Polskiej Akademii Nauk. CZMIS stworzone zostało bazując na najlepszych wzorcach brytyjskich z Cambridge i Oxfordu. Korzystając z matematycznego sposobu myślenia, CZMIS zajmuje się rozwiązywaniem problemów dla firm i instytucji, pozyskując w ten sposób środki na finansowanie swojej działalności i rozwój. Część środków przeznaczana jest też na organizowane od ponad 10 lat Letnie Praktyki Badawcze przeznaczone dla najlepszych studentów i doktorantów.

Ostatnia prosta z perspektywy długodystansowca

Z przygotowaniem tegorocznej edycji Letnich Praktyk Badawczych jesteśmy już na tytułowej ostatniej prostej – potencjalnie praktykanci znów dopisali, firmy zleciły ciekawe projekty, a sponsorzy i tym razem nie zawiedli. Kończy się więc układanie dużego puzzla, które zaczęliśmy jeszcze w ubiegłym roku.

Analogia jest nieprzypadkowa, jako, że na Letnie Praktyki Badawcze składa się wiele elementów, które ze względu na swoją specyfikę przygotowywane są w odrębny sposób i w ramach procesów o różnej skali czasowej. Zaś na koniec to wszystko nie dość, że musi do siebie pasować, to w dodatku musi powstać spójna i sensowna całość - zupełnie jak w przypadku układanki, gdzie nie wystarczy tylko dopasować do siebie krawędzie pojedynczych klocków. Patrząc na studentów i doktorantów zakwalifikowanych w tym roku na praktyki wydaje się, że praca z nimi nie będzie stratą czasu, a może niewykluczone jest, że nawet przyniesie pewną satysfakcję intelektualną. Kończymy też merytorycznie i organizacyjnie przygotowywać projekty - co roku jest ich 8-10. To spory wysiłek organizacyjny i intelektualny, jako, że na ich skuteczne przeprowadzenie w ramach praktyk mamy niecałe około 8 tygodni. Trzeba więc będzie mocno się postarać aby uzyskać satysfakcjonujące efekty dydaktyczne, jak i wyniki badań dla firm. Szczególnie, że jeśli staramy się przyciągać na praktyki do PAN najlepszych i dużo od nich wymagamy, to oni też mają prawo oczekiwać po nas dochowania co najmniej równie wysokich standardów – czyli jak w Oxbridge: musimy najpierw wymagać do siebie. Nie wspominając już o tym, że nawet najzdolniejsi ludzie pracują efektywniej jeśli rozumieją sens tego co robią i mają możliwość identyfikowania się z projektami. Dlatego muszą być one dobrze przygotowane, aby z jednej strony stanowić dla pracujących nad nimi zespołów odpowiednie wyzwanie intelektualne i dać szansę w miarę samodzielnej pracy nad nimi, ale z drugiej my musimy być przygotowani, aby pomóc praktykantom rozwiązać problem/wykonać projekt, kiedy ewidentnie zmierzają na manowce. Wymaga to de facto wcześniejszego zrobienia takiego projektu przez nas samych, przynajmniej koncepcyjnie. Wszystko zaś aby móc następnie pracować z praktykantami metodą sokratyczną, tj. w uproszczeniu: dyskutując i w razie potrzeby naprowadzając na właściwą ścieżkę. Takie założenia skutkują tym, że praktyki są przygotowywane i prowadzone przez zespół kilkunastu osób – swoista mieszanka doświadczonych badaczy i młodych ludzi na progu kariery naukowej współpracujących z naszym Centrum, w większości alumnów praktyk z lat ubiegłych. Dzięki temu proporcje pomiędzy kadrą, a praktykantami są zbliżone do tych w Oxbridge, co skutkuje mocno indywidualnym podejściem i podobną metodą pracy. Oczywiście efekty przynosi to wtedy, kiedy wszyscy są odpowiednio zaangażowani w ten proces.

Pracy nie ułatwia nam fakt działania na styku nauki z biznesem, będący integralną częścią naszego DNA. Bo choć prace nad pozyskaniem i dopracowaniem projektów zaczynamy już prawie na 3 kwartały przed praktykami, to jak pokazuje wieloletnie doświadczenie, realia pracy w środowisku biznesowym są takie, że projekty po stronie firmy są często dopracowywane, czy modyfikowane do ostatniej chwili, a nawet czasami w trakcie realizacji. Jednak to jeden z uroków pracy z tzw. rzeczywistymi problemami - staramy się podchodzić do tego z pokorą. Niezależnie zaś jesteśmy zawsze wdzięczni firmom i instytucjom za problemy, które nam zlecają. W ten sposób zapewniają nie tylko stymulację intelektualną, ale również finansowanie dla praktyk godząc się na różne ograniczenia wynikające z faktu realizacji projektu w takiej formule. Równie ważni się sponsorzy – to ich wkład uzupełnia budżet w stopniu umożliwiającym realizację praktyk. Cóż robienie rzeczy „jak w Oxbridge” do tanich nie należy, ale jak widać po raz kolejnych „chcieć to móc” :).
Co więcej osiągamy to bez sięgania w jakimkolwiek stopniu po środki unijne, czy inne środki publiczne, które szeroki strumieniem „leją się” obecnie w celu „wspierania”, „inicjowania”, czy „programowania” różnego rodzaju narzędzi dla np. „stymulacji współpracy nauki z biznesem” lub „podnoszenia szans absolwentów na rynku pracy”. Tymczasem Letnie Praktyki Badawcze w PAN dalej polegają w pełni na finansowaniu komercyjnym, tj. zdobytym na rynku usług wśród podmiotów, które w praktyce doceniły jakość działań realizowanych podczas LPB. Ambiwalentny stosunek do środków publicznych bierze się u nas stąd, że choć pieniądze komercyjne są trudno dostępne i trzeba twardo o nie walczyć, to sposób zarządzania ww. środkami publicznymi, jak i narzucone reguły realizacji projektów powodują, iż w praktyce skorzystanie z nich co najmniej istotnie utrudniłoby, jeśli nie w ogóle uniemożliwiło, działania merytoryczne wg zasad i standardów „jak w Oxbridge”.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...